Ice Code Games stawia na bitcoina. To więcej niż tylko HODL-owanie
Polski producent gier Ice Code Games wchodzi w świat cyfrowych aktywów. Notowana na NewConnect spółka właśnie ogłosiła nietypowej umowy inwestycyjnej, która może przynieść jej dostęp do kapitału o wartości 10 bitcoinów. Za całą operacją stoi InvestLab ASI, spółka zależna ICG, która podpisała strategiczne porozumienie z prywatnym inwestorem. To kolejny element w budowie firmowego skarbca bitcoinowego.

Konstrukcja porozumienia jest dość nietypowa. Inwestor otrzymał prawo do objęcia nowych akcji Ice Code Games, ale po cenie wyższej o 30 proc. od rynkowej z dnia podpisania umowy. Wartość transakcji powiązano z 10 bitcoinami.
Kluczowy szczegół: realizacja tego prawa wymaga zgody obu stron. ICG nie musi więc zgodzić się na emisję, jeśli uzna, że akurat nie jest to korzystne. To ważne zabezpieczenie dla obecnych akcjonariuszy. Co ciekawe, sam bitcoin nie zmieni właściciela - zostanie w aktywach InvestLab. Inwestor dostanie w zamian akcje ICG, ale dopiero po spełnieniu określonych warunków.
Aktywne zarządzanie w sposób bezpieczny
Tak ten model określa szef firmy Paweł Łaskarzewski (na zdjęciu poniżej), który odpowiedział na nasze pytania:

Rynek zna Ice Code Games przede wszystkim jako producenta gier. Tymczasem komunikat naszpikowany jest terminologią finansową: struktury opcyjne, skarbiec bitcoin, ASI. Czy to sygnał, że gamedev schodzi na drugi plan?
Paweł Łaskarzewski, CEO ICG: Nie, gamedev pozostaje naszym sercem, ale budujemy drugą, solidną nogę biznesową. Gamedev z natury charakteryzuje się zmiennością przychodów i jest zależy od premier. Dlatego stworzyliśmy strukturę, która ma ten biznes stabilizować, co jest elementem w długim terminie zdecydowanie istotnym dla akcjonariuszy.
Nasza spółka zależna (InvestLab ASI) ma za zadanie generować zysk na wartości księgowej posiadanych aktywów cyfrowych, takich jak Bitcoin. To klasyczna dywersyfikacja działalności operacyjnej. Dzięki temu nie jesteśmy uzależnieni wyłącznie od cyklu wydawniczego gier, ale budujemy przewidywalny strumień wartości dla akcjonariuszy płynący z inteligentnego zarządzania majątkiem.
Mówi Pan o 'nowej tożsamości' i działaniu na styku rynków. Nie obawia się Pan, że dla przeciętnego inwestora ten komunikat jest po prostu niezrozumiały, a rynek zamiast premii za innowacyjność, będzie dyskontować za skomplikowanie? Po co spółce gamingowej własny fundusz hedgingowy w strukturach?
Bardzo ważne sprostowanie - to nie fundusz hedgingowy, a w pełni regulowana Alternatywna Spółka Inwestycyjna (ASI). To kluczowa różnica, której rynek jeszcze się uczy. Większość podmiotów na światowym rynku krypto działa w regulacyjnej próżni, co budzi uzasadnione obawy nadzoru i inwestorów o to, co właściwie jest przedmiotem ich działalności i jak zarządzają ryzykiem.
My wybraliśmy drogę pełnej transparentności. Specjalnie wykorzystaliśmy wehikuł ASI, aby nasza działalność w obszarze aktywów cyfrowych była czysta, nadzorowana i zrozumiała dla regulatora. Nie obawiam się dyskonta, wręcz przeciwnie - budujemy premię za bezpieczeństwo. Dla inwestora to sygnał: wchodzimy w nowoczesne finanse, ale robimy to w najbezpieczniejszy, w pełni uregulowany sposób, eliminując ryzyka prawne typowe dla branży krypto. Do tego jak wcześniej wspomniałem komunikat ten pokazuje dywersyfikację działalności operacyjnej, co ma na celu w długim terminie stabilizować działalność i wygładzać potencjalną cykliczność wydawniczą. Według mnie potencjalny inwestor będzie patrzył na to przez pryzmat bezpieczeństwa a nie ryzyka. Także w skrócie: Nie obawiam się :-)
Mówimy o dostępie do 10 bitcoinów i prawie inwestora do objęcia akcji po cenie o 30 proc. wyższej niż rynkowa. Skoro realizacja wymaga zgody obu stron, to czy ten kapitał jest realnie dostępny tu i teraz, czy to tylko wirtualna opcja, która może nigdy nie zostać zrealizowana?
Precyzując – jest to umowa opcyjna i wynika to z przyjętej przez nas kolejności działań, która stawia bezpieczeństwo prawne na pierwszym miejscu.
Po pierwsze, budujemy obecnie docelowy framework, w którym ASI zbiera kapitał w celu jego konwersji na akcje ICE Code Games. Ponieważ ta struktura operacyjnie jest w fazie finalizacji, opcja jest instrumentem, który rezerwuje ten kapitał dla spółki na ustalonych warunkach.
Po drugie, jako podmiot regulowany, podchodzimy rygorystycznie do compliance. Transfer aktywów cyfrowych do bilansu ASI wiąże się z procedurami wyceny i AML, które muszą być dopięte na ostatni guzik przed finalnym księgowaniem. Umowa opcyjna pozwala nam zabezpieczyć warunki transakcji (w tym premię 30 proc. powyżej rynku) już dziś, dając nam czas na przeprocesowanie wszystkich wymogów formalnych. To nie jest wirtualna opcja, a standardowy w świecie finansów instrument pomostowy (bridge), pozwalający na bezpieczne przeprowadzenie złożonej transakcji.
Komunikat mówi, że bitcoin nie opuszcza majątku spółki zależnej (InvestLab), a inwestor dostaje akcje ICG. Jak technicznie zabezpieczacie się przed ryzykiem kursowym? Co w scenariuszu, w którym w dniu wykonania opcji kurs bitcoina drastycznie spada, a kurs Waszych akcji rośnie? Kto bierze na siebie ryzyko tego spreadu?
Ryzyko spreadu jest mitygowane na trzech poziomach, co sprawia, że nasza pozycja jest znacznie bezpieczniejsza, niż sugeruje to proste porównanie kursów.
Po pierwsze, premia emisyjna. Inwestor obejmuje akcje przy wycenie o 30 proc. wyższej niż rynkowa. Ta górka stanowi potężny bufor finansowy, który kompensuje nam ewentualne wahania wyceny w momencie transakcji.
Po drugie, yield (rentowność). To jest element, który nas fundamentalnie odróżnia od innych podmiotów. W naszej strukturze ASI bitcoin nie leży bezczynnie. On generuje zysk na swojej wartości księgowej. Dzięki temu, że aktywo pracuje, budujemy dodatkową poduszkę finansową, która amortyzuje zmienność kursową w czasie. Większość firm tylko trzyma aktywa, my zarządzamy nimi tak, by przynosiły bieżący dochód.
Po trzecie, horyzont inwestycyjny. Nie jesteśmy podmiotem spekulacyjnym, który musi upłynnić bitcoina w dniu jego otrzymania. Nasza strategia zakłada, że bitcoin jest aktywem długoterminowym. Jeśli więc jego kurs spadnie w dniu rozliczenia, dla nas oznacza to jedynie niższą wycenę księgową w tym konkretnym dniu, ale nie stratę kapitału, ponieważ nie sprzedajemy tego aktywa. Pozyskujemy 10 jednostek bitcoina, a nie ich równowartość w złotówkach na chwilę. Patrzymy na to przez pryzmat wartości fundamentalnej w horyzoncie lat, a nie spreadu z jednego dnia.
Czy zamierzacie grać bitcoinami na giełdzie? Gdzie leży granica bezpieczeństwa dla środków akcjonariuszy?
Nie gramy. Jako regulowana spółka ASI mamy ściśle określone ramy polityki inwestycyjnej. Naszym celem jest generowanie zysku z aktywów cyfrowych w sposób kontrolowany, a nie hazardowy. Musimy stanowczo rozróżnić granie na giełdzie od profesjonalnego zarządzania aktywami w celu generowania zysku.
Naszą żelazną zasadą jest brak lewarowania. Nie zadłużamy się pod zastaw posiadanych aktywów, by kupować ich więcej. To jest ta granica bezpieczeństwa, której nie przekroczymy, bo to właśnie dźwignia finansowa jest najczęstszą przyczyną likwidacji rachunków inwestycyjnych.
Działamy jako regulowane ASI. Naszym celem nie jest agresywna spekulacja na zmianach kursu (trading), ale wykorzystywanie posiadanych aktywów do bezpiecznego generowania dodatkowej stopy zwrotu. Stosujemy strategie typu market neutral lub strategie zabezpieczające, które są standardem w instytucjonalnym zarządzaniu kapitałem, a nie hazardem. Operujemy tylko na tym, co fizycznie posiadamy, pod ścisłym nadzorem procedur ASI - bez lewara i bez spekulacji.
Czy ewentualny zysk z tego skarbca zostanie przetransferowany do spółki matki na produkcję nowej gry, marketingu, czy też zostanie w InvestLabie, by budować portfel inwestycyjny?
Patrzenie na InvestLab ASI wyłącznie jako na skarbonkę na gry jest zbyt dużym uproszczeniem. To nasza druga noga biznesowa, która ma być rentowna sama w sobie. Jako spółka zależna, jej zyski konsolidują się z wynikami całej grupy, budując jej fundamentalną wartość.
Co do przeznaczenia zysków – mamy tu pełną elastyczność i wachlarz możliwości, a nie jeden sztywny scenariusz. Zysk ze skarbca możemy przeznaczać na kilka celów: Po pierwsze, na reinwestycję i zwiększanie wartości księgowej aktywów – większa baza kapitałowa to większy wygenerowany zysk w przyszłości (efekt kuli śnieżnej). Po drugie, na potencjalną wypłatę dywidendy dla akcjonariuszy. I po trzecie – oczywiście na wsparcie inicjatyw całej grupy, w tym produkcji gier czy marketingu, jeśli taka będzie wola Zarządu. Decyzje będą podejmowane dynamicznie, w oparciu o to, co w danym momencie najlepiej buduje wartość dla akcjonariuszy.
Czy tradycyjne formy finansowania produkcji gier wyczerpały się lub są dla Was obecnie nieatrakcyjne?
Absolutnie nie, tradycyjne źródła nie wyczerpały się, czego najlepszym dowodem jest podpisana niedawno umowa wydawnicza na naszą grę Nightmare Frontier. To jasny sygnał dla rynku: Ice Code Games jest atrakcyjnym partnerem dla globalnych wydawców i potrafi pozyskiwać finansowanie w klasycznym modelu.
Warto jednak podkreślić rolę InvestLabu w tym układzie. Nie traktujemy ASI jako skarbonki do finansowania produkcji gier – to jest odrębna, niezależna noga biznesowa
Natomiast fakt, że jako Grupa posiadamy zdywersyfikowany biznes i stabilne aktywa, daje nam potężny atut przy stole negocjacyjnym. Rozmawiamy z wydawcami z pozycji bezpieczeństwa i komfortu, a nie konieczności. Jeśli oferta wydawcy jest świetna (jak ostatnio) – korzystamy z niej. Ale to właśnie silny bilans całej Grupy sprawia, że możemy walczyć o lepsze warunki, nie będąc uzależnionym od jednego źródła kapitału.
Jak na taką strukturę (spółka publiczna posiadająca ASI inwestujące w krypto) zapatruje się audytor i KNF? Czy macie stuprocentową pewność, że ta konstrukcja jest 'kuloodporna prawnie?
To jest właśnie sedno naszej strategii. Większość projektów związanych z krypto w tym duża część firm Digital Asset Treasury nie jest regulowana, co powoduje ogromne problemy z klasyfikacją prawną i obawy regulatorów („co oni właściwie sprzedają?”). My świadomie wybraliśmy trudniejszą, ale bezpieczniejszą drogę i odseparowaliśmy część zarządzania majątkiem do osobnej regulowanej spółki ASI.
Wykorzystaliśmy w pełni regulowany wehikuł, jakim jest ASI (Alternatywna Spółka Inwestycyjna). Dzięki temu KNF i audytorzy mają jasność: działamy w oparciu o ustawę o funduszach inwestycyjnych, mamy wyceny aktywów zgodne ze standardami rachunkowości, a procedury AML/KYC są na poziomie instytucjonalnym. To nie jest szara strefa, to wprowadzenie cyfrowych aktywów na salony regulowanego rynku kapitałowego. Jesteśmy pewni tej konstrukcji, bo jest ona osadzona w twardym prawie.
To umowa na 10 BTC. Przy obecnych wycenach kwota zauważalna, ale nie zmieniająca fundamentalnie kapitalizacji całej grupy. Czy to program pilotażowy? Jaki jest docelowy max? Czy planujecie, wzorem np. Strategy, zadłużać się, by kupować więcej bitcoina, czy to tylko dodatek do działalności?
Tak, transakcja na 10 BTC to nasz Proof of Concept – dowód, że mechanizm działa prawnie i operacyjnie.
Co do modelu Strategy – muszę tu postawić grubą kreskę. Absolutnie nie zamierzamy kopiować ich strategii. Proszę spojrzeć chłodno na ich sytuację: to imperium zbudowane na ogromnym zadłużeniu. Koszty obsługi tego długu są gigantyczne i zjadają płynność spółki. Ostatnie komunikaty, w których MicroStrategy dopuszcza możliwość sprzedaży Bitcoinów, by pokryć zobowiązania, obnażają fundamentalną słabość tego modelu – stają się zakładnikami własnej dźwigni finansowej. Jeśli rynek się zachwieje, oni mają nóż na gardle.
My działamy dokładnie odwrotnie. Nasze podejście to: zero długu pod aktywa cyfrowe. W modelu InvestLab to aktywa płacą nam (generując yield), a nie my płacimy bankom czy obligatariuszom odsetki. Nie mamy kosztów obsługi długu, więc nigdy nie znajdziemy się w sytuacji przymusowej sprzedaży (forced selling) aktywów w dołku, by spłacić ratę. Nasz docelowy max jest definiowany przez nasze własne nadwyżki finansowe, oraz możliwości pozyskania kapitału z rynku, a nie przez zdolność kredytową. Budujemy twierdzę, a nie domek z kart.
Skoro inwestor wchodzi z kapitałem przy cenie wykonania 130 proc. obecnego kursu, to rozumiem, że Waszym wspólnym celem jest wzrost wyceny spółki. Ale co będzie głównym paliwem tego wzrostu w 2026 roku: sukces waszych gier czy hossa na bitcoinie?
Patrzenie na to jako wybór „albo gry, albo bitcoin” jest błędne. Inwestor płaci premię (wchodzi przy wycenie 130 proc.) właśnie dlatego, że oferujemy unikalne połączenie obu tych światów.
Paliwem wzrostu w 2026 roku będzie synergia dwóch silników. Z jednej strony mamy Gamedev, który dostarcza skokowych wzrostów przychodów i buduje markę (to jest nasz potencjał skalowania). Z drugiej strony mamy InvestLab ASI, który pełni rolę stabilizatora. Ta noga biznesowa generuje stały zysk (yield) na aktywach cyfrowych, niezależnie od koniunktury na rynku gier czy wahań kursowych.
To właśnie ten stały strumień zysku z ASI daje nam strategiczną przewagę. Wypracowane w ten sposób środki możemy elastycznie alokować tam, gdzie przyniosą największą wartość dla akcjonariuszy:
1. Możemy je reinwestować w ASI, by baza aktywów rosła (efekt kuli śnieżnej).
2. Możemy przeznaczyć je na wypłatę dywidendy, dzieląc się sukcesem z inwestorami.
3. Lub możemy wesprzeć kluczowe inicjatywy biznesowe w każdej z odnóg grupy.
W 2026 roku będziemy wyceniani nie tylko za to, ile gier sprzedaliśmy, ale też za to, jak efektywnie i bezpiecznie pomnażamy kapitał. To premia za bycie nowoczesną, hybrydową spółką, która ma zdolność generowania gotówki na wielu frontach.